Niedziela, 19 sierpnia 2018. Imieniny Emilii, Julinana, Konstancji

Podziel się:

Podziel się:

WIERSZE MOJE SĄ ROZMOWĄ

24 maja 2018 r. Oranżeria Kultury zaprosiła wszystkich miłośników słowa na niebywałą ucztę literacką. Tego dnia bowiem po raz pierwszy w Lidzbarku Warmińskim swoje spotkanie autorskie miał Wojciech Kass – autor kilkunastu tomików poetyckich, członek redakcji gdańskiego pisma „Topos”; znany jednak szerszej publiczności jako dyrektor Muzeum K. I. Gałczyńskiego w Praniu i opiekun spuścizny poety.

Anna Puszcz, dyrektor Oranżerii, przedstawiając swojego gościa powiedziała, że jego utwory są wydawane, tłumaczone, śpiewane i nagradzane. Wykonywała je m.in. Hanna Banaszak. Teraz mieli okazję poznać je zgromadzeni na sali miłośnicy dobrej poezji. Od razu dało się zauważyć, że szybko nawiązała się między poetą a nimi pewna zażyłość. Do takiego stopnia, że jeden z wierszy autor recytował na zmianę ze słuchaczami!

W przerwie prezentacji swoich utworów Wojciech Kass dzielił się refleksjami na temat znaczenia słowa poetyckiego. – O ileż więcej można przez nie wyrazić – mówił. – Poezja wytwarza niezwykłe napięcie emocjonalne, ponieważ jest kwestią uczuciowości. A uczuciowość jest niewidzialna. Problemem poety jest, jak znaleźć słowo, które jest widzialne, dla oddania rzeczywistości niewidzialnej.

Przyznał, że nie miał nigdy spotkania autorskiego, na którym by ktoś go nie zapytał o Gałczyńskiego. Tak było i tym razem. Odpowiadając przyznał, że trudno od tego uciec, ponieważ tam, gdzie mieszka metafory tego poety „szumią w trzcinach, wiszą na drzewach”. Zaznaczył też, że nie naśladuje mistrza, ponieważ on jest niepodrabialny, za to prowadzi z nim dialog. Na dowód tego przytoczył fragment poematu z ostatnio wydanego zbiorku „Ufność”. - Cioran mówił: Prawda jest symfoniczna, w znaczeniu dialogiczna – przypominał. – Sądzę, że należy wykuć własny ślad w tym świecie, szkoda bowiem życia, by kogoś naśladować.

W nawiązaniu do tej kwestii poeta zaznaczył, że odwołuje się do wielkiej tradycji literackiej. - Czymże jest literatura jeżeli nie taką wielką przestrzenią, w której włącza się w rozmowę każdy poeta? – pytał retorycznie i dodawał: - Wiersze moje są rozmową z tymi, którzy byli przede mną. Zacytował też Eliota, który uważał, że zły poeta kradnie, a dobry - pożycza. Naturalnie po to, żeby oddać. Do twórcy należy pożyczać. Dobrego poetę poznaje się po tym, na ile on ściera się z tradycją.

Odnosząc się do pytania o swoje fascynacje literackie wymienił Sandora Maraia, Felixa Netza, Roberta Walsera. Stwierdził , że często łapie się na tym, że wraca do poetów rosyjskich: Brodskiego, Achmatowej, Mandelsztama. Powtarza za Miłoszem, że uprawianie poezji jest służbą językowi, mowie, słowom: - Język to jest cudowne bogactwo, istnieje po to by oddać czułość - przyznaje. A jak zaznacza w jednym z utworów: „taką czułość płoszy dotyk świetlika i otwierająca się powieka”.

Wiersz to jest coś, czego nie da się powiedzieć inaczej.
Wiersz osacza ze wszystkich stron.
Spada z gałęzi.

Oto motto Wojciech Kassa, z jakim zostawił tych, którzy nieśpiesznie w ciepły majowy wieczór przyszli posłuchać go do lidzbarskiej Oranżerii.

Wojciech Karolonek

Autor zdjęć: Agnieszka Mikołajczak






Artykuł został umieszczony przez naszego użytkownika na jego profilu: Wojciech oraz opublikowany na portalu Lidzbark Warmiński: WIERSZE MOJE SĄ ROZMOWĄ
Oceń artykuł:

(0)