Niedziela, 22 października 2017. Imieniny Haliszki, Lody, Przybysłąwa

Podziel się:

Podziel się:

Przystanek "Pasja"

„Nie wiedziałam, że w Lidzbarku mieszka taka zdolna pani”, „Mozolna praca, mało kto tak umie”, „Sezam pomysłów” „Zdolność i pracowitość”- to tylko niektóre z opinii osób, które zetknęły się z „cudeńkami”, jakie wychodzą spod ręki utalentowanej plastycznie lidzbarczanki pani Joanny Gil.

Osobiście jest trochę onieśmielona tak pozytywnym odbiorem jej prac. Jedynie przyznaje skromnie: - Każdy ma jakiś talent. Trzeba tylko umieć go rozpoznać i twórczo rozwijać. Sama jest żywym przykładem tego twierdzenia.

Kuferek pełen kwiatów

Jej galeria prac w Internecie robi wrażenie. Niektórzy pytają, czy kwiaty zamieszczone na zdjęciach są sztuczne, czy prawdziwe. Robią ogromne wrażenie. Każdy szczegół dopieszczony, kompozycje przemyślane, oryginalne. – Wszystkie kwiaty da się zrobić z krepiny: mieczyki, hiacynty, słoneczniki, krokusy, chabry, piwonie i oczywiście moje ukochane róże – opowiada. – Wieczorami robi się kolorowo w moim domu. Czasem śmieję się, że i nawet w grudniu zakwitają mi tulipany i stokrotki. Niestety, nieraz tylko na chwilę, bo jak wiadomo szewc czasami chodzi bez butów.

Swoją artystyczną pasję odkryła bardzo wcześnie. Odkąd pamięta kochała malować i rysować. Już w szkole podstawowej na prośbę pani przedszkolanki malowała kolorowe obrazki dla maluchów. Przyroda i uroki wsi pozwalały jej na korzystanie z darów natury, na tworzeniu kwiecistych bukietów i różnych dekoracji.

Po szkole nastąpiła przerwa. Zaczęła się praca i obowiązki... Czasem dekorowanie witryn w miejscu, gdzie pracowała. Jednak uśpiony talent niespodziewanie dał o sobie znać. – Pewnego dnia siedziałam przy komputerze i przeglądając strony natrafiłam na zdjęcie róży wykonanej z krepiny – przywołuje w pamięci tamten czas. – Spodobała mi się. Pomyślałam, że muszę sama coś takiego zrobić. Zapoznałam się z metodą „cukierkową” i własnoręcznie skręciłam kwiat. Ale nie byłam do końca zadowolona, coś mi nie pasowało. Następne dni spędziłam na udoskonaleniu tradycyjnej metody. Dodałam do niej coś od siebie i teraz jestem w pełni usatysfakcjonowana.

Nie kończyła żadnych warsztatów ani kursów. Aż trudno uwierzyć, że jest samoukiem. Wielokrotnie jest proszona o naukę swojej metody. – Ale nie, zawsze odmawiam – wyjaśnia. – Tak myślę, że co będzie w tych kwiatach wyjątkowego, jeśli będą one wszędzie takie same? Stworzenie mojego indywidualnego rysu daje mi wielką radość. To takie niesamowite uczucie robić coś oryginalnego. Nigdy nikogo nie kopiuję. Zawsze do podpatrzonych metod staram się dorzucić coś swojego.
Pytamy o sekret jej kompozycji. – Najważniejsze jest, aby w umiejętny sposób połączyć różne formy z kwiatami – tłumaczy. – Kuferek pełen róż – czemu nie? Wyrastająca z prawdziwej muszli kompozycja – również dobrze. Jednak najbardziej lubię łączyć szkło z kwiatami. Wylewające, zwisające z kielichów kwiaty zdobione perłami czy kryształkami – czy może być coś piękniejszego?

Skąd bierze inspiracje? – Wszystko wokół mnie inspiruje, cała przyroda, wystarczy inaczej na to spojrzeć – odpowiada. – Lubię pójść na spacer do lasu i podpatrywać cuda natury. Czyż na przykład w lesie nie leży mnóstwo fajnych konarów, które w ciekawy sposób porastają rośliny?

Daję nowe życie przedmiotom

- Gdy czasem ręce odmawiają posłuszeństwa, robię sobie przerwę i zajmuję się decopauge’m – mówi. – Preferuję metodę serwetkową, ale i czasem zdobię za pomocą transferu. Znajomi mnie proszą: Masz takie ciekawe spojrzenie, zrób coś oryginalnego! Wychodzę z założenia, że najbardziej sprawdzają się prezenty wykonane „pod charakter”, czyli dla myśliwego butelka z leśnymi motywami, a dla fana muzyki logo jego ulubionego zespołu.

Żywiołem są dla pani Joanny stare przedmioty, którym daje nowe życie. – Pamiętam olbrzymi wazon, który miał pęknięte dno – opowiada. – Zaczęłam go sklejać, przyozdabiać wzorami i nagle stał się piękny. Albo starą karafkę, którą uratowałam od zagłady. Żałuje, że w domach tyle rzeczy jest wyrzucanych w kąt, niepotrzebnych. – A ja wprost przeciwnie: Zbieram je, wynajduję z różnych zakamarków, patrzę na nie i ożywiam. To świetne uczucie! – przyznaje.

Generalnie lubi wszystkie formy rękodzieła. Oprócz krepiny wykorzystuje też foamiran, styropian i inne materiały papieroplastyczne. – Wszystko można ozdobić, trzeba tylko chcieć – mówi. – Mam za sobą także malutki epizod współpracy ze znajomym, który zajmuje się kowalstwem artystycznym. Poprosił mnie kiedyś o upiększanie metalowych wieszaków.

Nie zapomina też o dzieciach. Dla nich są specjalnie przygotowane aniołki na I Komunię św. i… kawowe jeżyki. –Tu mogę zdradzić sekret ich powstania – uśmiecha się. – Pół jaka styropianowego, do tego ryjek z pianki florystycznej owinięty sznurkiem jutowym. Wszystko przyozdobione ziarenkami kawy, które w dodatku jeszcze pachną.

Najlepsza terapia antystresowa

Swoim zamiłowaniom oddaje się po pracy, w wolnych chwilach, najczęściej wieczorami. Jej „cudeńka” są bardzo pracochłonne. Wykonanie kosza ze stu pięćdziesięcioma kwiatami zajmuje dobry tydzień. – Nie jest jednak tak, żebym dzień w dzień siedziała czy zarywała nocki – wyjaśnia. – Nie mogę poświęcić całego czasu na moje hobby, bo mam jeszcze inne obowiązki.

Znajomi podkreślają, że pomysłowość pani Joanny nie zna granic. - To prawda? – pytamy. – Coś w tym jest – przyznaje. – W swoich pracach nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa. Chociaż nie chcę za bardzo odkrywać swoich planów, to zdradzę, że w planach mam wykonanie donic z materiałów moczonych w cemencie, które można by na wiosnę postawić w ogrodzie, czy stworzenie dekoracji z kamieni i lampionów.

Co jej daje pasja? – Daje mi kawałek czegoś mojego – spieszy z odpowiedzią. – Taki inny świat, jakże odległy od tego wszystkiego, co się wkoło dzieje, od życia w biegu i tej szarzyzny, która nie jednego z nas przytłacza. Jest też taką moją małą terapią antystresową. W tym miejscu jest wszystko to, co robię z sercem, z duszą i co kocham. Dzięki mojej pasji staję się coraz bardziej sobą.

Wojciech Karolonek
Artykuł został umieszczony przez naszego użytkownika na jego profilu: Wojciech oraz opublikowany na portalu Lidzbark Warmiński: Przystanek "Pasja"
Oceń artykuł:

(0)