Niedziela, 18 listopada 2018. Imieniny Klaudyny, Romana, Tomasza

Podziel się:

Podziel się:

Pierwszą pracę podjęłam w 1953 roku

Rozpoczął się nowy rozdział w moim życiu. Dyrektor szkoły pan Kazimierz Moroz, który niedawno objął posadę, ponieważ poprzednik odszedł na emeryturę, zauważył moje możliwości i inicjatywę jaką wówczas tryskałam i zaproponował mi pracę w mojej szkole na stanowisku magazyniera.

Miałam prowadzić magazyn z częściami elektrycznymi. Oczywiście się zgodziłam. Na początku mojego dorosłego życia była to wspaniała propozycja. Nie musiałam szukać pracy, a do tego dostałam ofertę pewnym sensie zgodną z moim wykształceniem. Byłam przekonana, że znakomicie sobie poradzę. Przygotowanie teoretyczne, a korzystanie ze zdobytej wiedzy to już inna bajka. Dopiero później okazało się jak wiele jeszcze muszę się nauczyć, aby dokładnie poznać cały osprzęt i umieć określić na „oko” jakie są przekroje przewodów, rurek bergmanowskich i wielu, wielu innych materiałów, oraz masy innych czynności związanych z prowadzeniem magazynu.

Dodatkowo byłam odpowiedzialna za narzędziownię. Musiałam prowadzić kartoteki ilościowo-wartościowe na materiały znajdujące się na magazynie oraz raporty magazynowe. Pilnować i rozliczać narzędzia pobrane przez instruktorów do nauki i prowadzonych prac w ramach zajęć praktycznych z młodzieżą, ale jak to mówią, nie święci garnki lepią. Bardzo szybko opanowałam te umiejętności.
Księgowy szkoły dołożył mi dodatkowo obowiązek codziennego chodzenia do banku i załatwiania spraw z nim związanych, a ponieważ jeszcze nie byłam pełnoletnia (17 maja 1953r. ukończyłam dopiero 16 lat), musiałam wyrobić sobie tymczasowe zaświadczenie tożsamości, które było bardzo podobne do dowodu osobistego, a bez którego nie mogłam dokonywać żadnych operacji bankowych.

W szkole pracowałam tylko przez rok. Dyrektor z przykrością mi oświadczył, że muszę sobie poszukać innej pracy, ponieważ od nowego roku szkolnego placówka zmienia kierunek nauczania zawodu. Teraz będzie to szkoła mechaniczna, a tym samym mnóstwo różnego rodzaju ciężkiego żelastwa do dźwigania i na to stanowisko potrzebny jest mężczyzna. Przyznałam mu rację nie czując żadnego żalu, tym bardziej, że zobowiązał się do pomocy w wyszukaniu mi innej lżejszej pracy.

Utratą pracy wcale się nie zmartwiłam, bo wszędzie brakowało pracowników, a ja, jak by nie było, posiadałam średnie wykształcenie no rok doświadczenia. Dziś mówi się o stażu pracy.

Na wielu stanowiskach urzędniczych pracowali ludzie, którzy nie posiadali nawet pełnego podstawowego wykształcenia, ale za to byli członkami partii. W każdym zakładzie pracy, urzędzie czy szkole, była organizacja PZPR. Mnie również agitowano i podsuwano deklarację wstąpienia do tej organizacji, udało mi się jednak jakoś wymigać i jej nie podpisałam. Tłumaczyłam się tym, że jestem zbyt młoda i za mało uświadomiona, abym mogła zaangażować się w prawdziwą działalność partyjną, a po to by tylko płacić składki, to nie wypada. Na szczęście mi wierzono i specjalnie nie naciskano.

W czasie urlopu wypoczynkowego dowiedziałam się od koleżanki, że Państwowe Przedsiębiorstwo Kolportażu „Ruch” Delegatura w Lidzbarku Warmińskim poszukuje pracownika na stanowisko referenta. Postanowiłam tam pójść i dowiedzieć się czy oferta jest nadal aktualna.

Miałam szczęście, bo jeszcze nikogo nie zatrudniono i do tego zastałam dyrektora jednostki nadrzędnej, pana Czechowicza, który od ręki mnie zatrudnił. Świadectwo szkolne, opinię z poprzedniej pracy i zwolnienie miałam przy sobie, natomiast życiorys i podanie o przyjęcie napisałam na miejscu. Ponieważ był to piątek, kazano mi się zgłosić w poniedziałek na godz.7 do pracy.

Wszystko działo się tak szybko i bezproblemowo, że kiedy wyszłam z biura, to do domu biegłam jak na skrzydłach. Byłam bardzo szczęśliwa, że od poniedziałku idę do pracy. Radość jednak nie przyćmiła mi wątpliwości czy aby podołam nowym obowiązkom; nie miałam pojęcia co taka referentka może robić. Jestem jednak stuprocentową optymistką i postanowiłam nie martwić się na zapas.
Nigdy w życiu nie przypuszczałam, że właśnie z tą firmą zwiążę się na tak długie lata i z niej odejdę na emeryturę.... (CDN)

Krystyna Tomaszewska


Artykuł został umieszczony przez naszego użytkownika na jego profilu: Kamil Onyszk
Oceń artykuł:

(0)