Piątek, 15 listopada 2019. Imieniny Amielii, Idalii, Leopolda

Podziel się:

Podziel się:

To był bal, czyli jak uczniowie wzięli sprawy w swoje ręce

Przed Wami kolejna część wspomnień lidzbarczanki Krystyny Tomaszewskiej. Właśnie kończy "zawodówkę" i w przeddzień podjęcia pierwszej pracy, wraz z koleżankami i kolegami organizują pierwszy taki bal w historii szkoły. A majonez ukręciła sama...

Zdążyłam zaobserwować, że komitet rodzicielski i pomagający w organizacji zakończenia szkoły rodzice, szli po najmniejszej linii oporu. Robiono jakieś kanapki, do popicia lemoniadę, trochę słodyczy i to wszystko. Tak było na zakończenie szkoły podstawowej i nawet nie było żadnych talerzyków, żeby można było tę kanapkę na nim położyć. Teraz była okazja żeby zorganizować wszystko zupełnie inaczej. Byliśmy przecież dużo starsi - niektórzy koledzy mieli już ukończone 18 lat i w większości byliśmy krok przed podjęciem pierwszej w życiu pracy. Uważaliśmy się za dorosłych, powiedzmy, prawie dorosłych. Wszystko musiało się udać. Moja propozycja zaskoczyła nie tylko kolegów i koleżanki, ale najbardziej wychowawcę i dyrektora. Oświadczyłam, że wszystkim osobiście się zajmę, jednak przy organizacji będę potrzebowała zaangażowania się wszystkich absolwentów.

Po dyskusji koledzy i koleżanki chętnie zgodzili się z moją propozycją. Wątpliwości jednak mieli wychowawca i dyrektor, ale w końcu wyrazili zgodę. Z wielkim zainteresowaniem śledzili nasze poczynania. Rozdzieliliśmy między siebie zadania. W pierwszym rzędzie uzgodniliśmy menu oraz składkę, jaką każdy z nas wpłaci. Może to trochę nudne, ale zważywszy na nasze młode lata i jeszcze małe doświadczenie w organizowaniu przyjęć, jak by nie było na około 50 osób, właściwie żadne. Wobec powyższego postanowiłam opisać jakie to potrawy zaplanowaliśmy zrobić. Kupiliśmy cielaka i połówkę świniaka – tym zajął się kolega mieszkający na wsi. Dostarczono nam już gotowe mięso. Wszystkie potrawy były przygotowywane w moim domu. Muszę się przyznać, że liczyłam na fachową pomoc mojej mamy... i się nie zawiodłam.

Zostały upieczone: rolady, pieczenie wieprzowe i cielęce, schab, karkówka, klops faszerowany jajkami. Ugotowaliśmy galaretę i z resztek mięsa bigos. Właściwie to była jedyna potrawa, która była podana na gorąco. Zrobiliśmy sałatkę jarzynową z majonezem i muszę się tu pochwalić, że majonez własnoręcznie przeze mnie był ukręcony.

W tamtym czasie nie było nic gotowego w sklepach. Zresztą jak bardzo wielu innych rzeczy. Niewiele osób umiało go robić i nikt z mego szkolnego otoczenia. Do zaostrzenia smaku zimnych potraw podaliśmy ćwikłę i kwaszone ogórki. Niestety w czerwcu w ogrodach jeszcze nie było świeżych ogórków ani pomidorów, a szklarni wtedy jeszcze nigdzie nie było. Z ciast upiekliśmy babki piaskowe i usmażyliśmy faworki. Do picia była oranżada i lemoniada. Wszystkie mięsa były pięknie pokrojone, ułożone na półmiskach i ślicznie udekorowane, na paterach ułożono pokrojone babki i faworki.

Naczynia wypożyczyliśmy za niewielką opłatą. Stoliki lekcyjne ustawiliśmy w jednej z największych klas w podkówkę i pięknie nakryliśmy białymi obrusami, ustawiając na nich talerzyki, sztućce, szklanki, napoje, udekorowane półmiski z mięsiwem, salaterki z sałatką. Pomiędzy nimi ustawione były małe bukieciki z kwiatami, a nad tym wszystkim królowały patery z ciastem i faworkami. Zastawione stoły wyglądały bogato i przepięknie.

Zdumienie i zachwyt było widać na twarzach nauczycieli. Nie spodziewali się, że młodzież potrafi bez pomocy dorosłych tak pięknie wszystko zorganizować i przygotować.

Dyrektor w czasie pożegnalnego przemówienia pogratulował wspaniałej organizacji. Podkreślił, że do tej pory nikt nie wpadł na pomysł żeby to zrobić inaczej i z tego powodu jest bardzo dumny. Cieszył się, że doczekał takich absolwentów, którzy są przygotowani do dorosłego życia. Wobec takiej sytuacji, zezwolił na wspólne wypicie po lampce wina. Wznosząc toast, życzył nam na przyszłej drodze życia spełnienia naszych najskrytszych marzeń i wszelkiej pomyślności.

Na przeciwko naszej klasy była świetlica z której słychać było muzykę płynącą z adapteru. Były również tańce. Bawiliśmy się do białego rana... (CDN)

Krystyna Tomaszewska

fot. Zdjęcie kolegów i koleżanek Krystyny
Artykuł został umieszczony przez naszego użytkownika na jego profilu: Kamil Onyszk
Oceń artykuł:

(0)