Niedziela, 19 sierpnia 2018. Imieniny Emilii, Julinana, Konstancji

Podziel się:

Podziel się:

Przodownicy pracy i zabawy taneczne na dechach

1 maja i 22 lipca ustanowiono świętami państwowymi. Szczerze mówiąc lubiliśmy te święta. W te dni odświętnie ubrani gromadziliśmy się przed szkołą (...), następnie maszerowaliśmy na wyznaczony plac zbiórki. Obecność była obowiązkowa... Przeczytajcie kolejną część wspomnień Krystyny Tomaszewskiej z czasów, gdy pojawili się przodownicy pracy.

Rozpoczęła się odbudowa ciężkiego przemysłu. We wsi Mogiła koło Krakowa ruszyła budowa Nowej Huty. Miasto to miało stanowić pomnik nowo powstałego ustroju demokracji ludowej i rządów robotniczo – chłopskich. Trzeba było zbudować huty, kopalnie, stocznie, uruchomić cały przemysł, nie tylko ciężki, ale i lekki. Wszystkiego przecież brakowało. Brakowało też ludzi do pracy we wszystkich zawodach, więc i tu postawiono na młodzież.
Utworzono szkoły zawodowe, które szkoliły wykwalifikowanych robotników. Nie naciskano na zdobywanie wykształcenia średniego czy wyższego. Dopiero w późniejszych latach zaczęto wymagać na zajmowanych urzędniczych stanowiskach wykształcenia średniego. Muszę zaznaczyć, że wszystko w co była zaangażowana młodzież, było pod patronatem ZMP.
W tym czasie powstało mnóstwo różnych patriotycznych, mobilizujących do pracy pieśni. W kronikach filmowych pokazywano wielkie zaangażowanie i entuzjazm pracującej młodzieży, która podejmowała coraz to ambitniejsze wyzwania. Modne było przekraczanie obowiązujących norm w pracy. Portrety przodowników wisiały na wielkich bilbordach. Słynne były tzw. trójki murarskie i przodownicy pracujący w górnictwie, którzy przekraczali 300% normy, a nawet i więcej. Kręcono o nich pełnometrażowe filmy, a kroniki filmowe, które były puszczane przed każdym filmem w kinie, na bieżąco informowały o coraz to nowszych osiągnięciach. Uważam, że była to wielka manipulacja rządzących. Wiele młodzieży wiejskiej zmieniło swój status społeczny zamieszkując w miastach i ucząc się różnych zawodów niezwiązanych z rolnictwem.
1 maja i 22 lipca ustanowiono świętami państwowymi. Szczerze mówiąc lubiliśmy te święta. W te dni odświętnie ubrani gromadziliśmy się przed szkołą. Dziewczęta w granatowych spódniczkach, białych bluzkach i skarpetkach oraz białych tenisówkach wymalowanych proszkiem do zębów, który przedtem należało rozpuścić w wodzie i zrobić rodzaj pasty. W tym czasie tenisówki były najmodniejszym obuwiem. Chłopcy również w granatowych spodniach, białych koszulach i w czerwonych krawatach. Niektóre dziewczęta również miały założone czerwone krawaty. Następnie ustawieni czwórkami, z wcześniej wręczonymi przez nauczycieli szturmówkami czerwonymi i biało czerwonymi i transparentami na których były wypisane najprzeróżniejsze hasła, maszerowaliśmy na wyznaczony plac zbiórki. Obecność była obowiązkowa.
Napisy na transparentach wychwalały nowy ustrój, a negowały wszystko i wszystkich z krajów o ustroju kapitalistycznym. Atakowano przede wszystkim Stany Zjednoczone Ameryki, skąd płynęło wszelkie zło. Niemiłosiernie wykorzystywano tam robotników i chłopów..., tak przynajmniej nam wmawiano.
Wzywano także do ciągłej czujności, aby udaremnić zamiary wrogim elementom, pragnącym zrujnować nasz kraj. Robotnicy i urzędnicy również gromadzili się przy swoich zakładach, gdzie wyposażano ich w takie same akcesoria co młodzież. Ustawieni czwórkami wszyscy maszerowali na plac i pod ustawioną na nim trybunę, aby zamanifestować swoje poparcie dla władzy ludowej oraz przyjaciół, czyli braci ze Związku Radzieckiego, oraz drodze jaką podąża PZPR.
Przez wiele lat trybuny na te uroczystości były ustawiane w różnych miejscach naszego miasta. Stawali na nich nasi miejscowi przywódcy partyjni. Po przemówieniach formowano pochód, który przechodził obok tej trybuny, a uczestnicy byli nagradzani oklaskami, uśmiechami i pozdrowieniami naszych decydentów.
Rozwiązanie pochodu najczęściej odbywało się na stadionie. Stały tam przygotowane samochody z kiełbasą, oranżadą, piwem, bułkami i słodyczami. Można było sobie kupić, zjeść, wypić i świętować. Tam też odbywały się pokazy gimnastyczne i sprawnościowe młodzieży ze szkół, a następnie mecz piłki nożnej pomiędzy miejscową drużyną, a zaproszonymi do rozgrywek gośćmi. Na zakończenie uroczystości organizowano jak zwykle zabawy ludowe na świeżym powietrzu. Zazwyczaj w okolicach domu kultury na tzw. dechach – tak nazywaliśmy podłogę zbitą z desek, na której tańczyliśmy. Do tańca przygrywała orkiestra, przeważnie czteroosobowa, składająca się z akordeonu, trąbki, skrzypiec i perkusji. Grano: polki, oberki, walczyki, fokstroty, tanga... Repertuar składał się z utworów przedwojennych, wojennych i modnych w tym okresie. Muzykanci nie tylko grali, ale i śpiewali. Na dechach bawiła się nie tylko młodzież, ale również i dorośli. (CDN)

Krystyna Tomaszewska

Fot. Krysia (pierwsza z prawej) w towarzystwie przyjaciół
arch. pryw.
Artykuł został umieszczony przez naszego użytkownika na jego profilu: Kamil Onyszk
Oceń artykuł:

(0)