Czwartek, 20 września 2018. Imieniny Eustachego, Faustyny, Renaty

Helenka Borowik i Ania Górska bardzo bały się burzy

2018-09-06 12:00:00 (ost. akt: 2018-09-06 12:50:12)
Pogrzeb harcerek Ani i Helenki w 1963 roku

Pogrzeb harcerek Ani i Helenki w 1963 roku

Autor zdjęcia: archiwum rodzinne

Tę tragedię pamięta jeszcze wielu mieszkańców powiatu, mimo że stało się to 55 lat temu. Dwie dziewczynki zginęły przygniecione drzewem podczas wichury. Ania i Helenka. Dzisiaj leżą w tym samym grobie, chociaż nie były spokrewnione.

— To był kolejny, zwykły obóz harcerski — opowiada Janina Zacharzewska, która w tamtych czasach miała 14 lat, tyle co Ania Górska. — W namiotach mieszkało chyba ze stu harcerzy. Dobrze się bawiliśmy, byliśmy beztroscy. Było dojście do wody, więc kąpaliśmy się, ja nawet mało nie utonęłam, pamiętam, że dostałam reprymendę od pana Witkowskiego. Nikt z nas się nie spodziewał takiej tragedii, takiego traumatycznego przeżycia, które żyje w nas do dziś.

Ania i Helenka bały się burzy

Pani Janina mieszkała w tym samym, dziesięcioosobowym, namiocie co Ania Górska i Helenka Borowik. Była tam też Eliza Filończuk.

— Kiedy rozpętała się burza byłyśmy wszystkie w namiocie — wspomina. — Głośno rozmawiałyśmy, śpiewałyśmy, a Ania i Helenka bały się burzy, więc zaczęły się pakować. W tym czasie chłopcy z sąsiedniego namiotu krzyczeli do nas, żebyśmy się ewakuowały, uciekały, ale my tego nie słyszałyśmy. Wiatr hulał, my byłyśmy głośno. Pamiętam, że Ania w pewnym momencie weszła pod swoje łózko po buty i wtedy nagle spadło na namiot to drzewo. Upadło w poprzek namiotu, po przekątnej. Przygniotło Anię i Helenkę. Z tym, że między Anią a drzewem było jeszcze łóżko i ona jak się okazało żyła kiedy przyjechało pogotowie. Zmarła w karetce. Helenka zginęła na miejscu. Co było później nie pamiętam — biała plama w pamięci.

Długo nie mogłam się pozbierać

Ten moment natomiast zapamiętała pani Janina.
— Kiedy drzewo spadło na nasz namiot wszyscy rzucili nam się na ratunek. Antoni Rolikowski i chłopcy wyciągali nas z namiotu, odciągali na bok, tam gdzie mniej drzew. Pamiętam, że na nas spadły tylko gałęzie. Miałyśmy wszystkie podrapane plecy. Kiedy mnie odciągnięto na bok stałam cała mokra pod jakimś drzewem i patrzyłam na obie dziewczynki, które tam leżały, bo harcerze podnieśli namiot i było wszystko widać. Ktoś do mnie podszedł, chyba kobieta, chwyciła mnie za rękę i zaprowadziła do wielkiego namiotu, gdzie wszyscy siedzieli na materacach. Myślałam o Ani i Helence, że może one żyją i zastanawiałam się dlaczego nie ma przy nich pielęgniarki? dlaczego leżą tam same? To było straszne. Długo nie mogłam się psychicznie pozbierać.

Mama nie pozwalała nam wyjeżdżać

Pani Janina przez kolejne lata, już jako dojrzała harcerka, była szczególnie uwrażliwiona na bezpieczeństwo uczestników obozów. Wypytywała, czy aby na pewno sprawdzane były drzewa, czy są odpowiednio oddalone od namiotów itp. Lęk udzielił się wielu świadkom, ale najbardziej rodzinom dziewczynek.

— Nasza mama od tamtej tragedii nie pozwalała nam wyjeżdżać na zorganizowane wycieczki, kolonie, cz obozy — wspomina Bożena Bąk, jedna z sióstr Helenki Borowik. — Mogłyśmy tylko odwiedzać rodzinę. Nasza najstarsza siostra, kiedy skończyła 18 lat wyjechała do Dzierżoniowa jako wychowawczyni na kolonię. Mama wtedy była bardzo niezadowolona. Ja też zrobiłam kurs opiekunek kolonijnych ale pracowałam tylko tutaj na miejscu w Lidzbarku Warmińskim. Kiedy się wydarzyła ta tragedia byłam bardzo mała, ale pamiętam moment, kiedy tata dowiedział się o śmierci Helenki. Wyszedł wtedy z papierosem, rzucił go i nigdy już dopalenia nie wrócił.

Do jedynego brata Ani Górskiej, Tadeusza Górskiego, ta straszna wiadomość dotarła kiedy był poza domem.
— Chodziłem wtedy jeszcze do szkoły, miałem 16 lat — opowiada. — W tym czasie, kiedy Ania była na obozie, ja odbywałem praktykę zawodową pod Sępopolem. W ostatniej chwili zdążyłem na pogrzeb. Rodzice już wtedy nie żyli. Ojciec zmarł kiedy byliśmy mali, a matka w lutym tego samego roku co Ania. Tak więc byliśmy sierotami. Najpierw, zaraz po śmierci mamy, opiekował się nami kierownik szkoły, a później obcy ludzie. Po śmierci Ani zostałem sam, bo nie mieliśmy więcej rodzeństwa.

Ania chciała być krawcową

Ania Górska w chwili wypadku miała 14 lat. Była lubiana przez koleżanki i kolegów. Wybierała się do szkoły w Bartoszycach, miała zostać krawcową. Złożyła już papiery do "odzieżówki".
— Chciała szyć ubrania — wspomina siostrę pan Tadeusz. — Pamiętam, że bardzo bała się burzy, ja zresztą też i nasza mama. Kiedy zaczynała się burza, mama zabierała nas i uciekała do sąsiadów.

Helenka Borowik była o dwa lata młodsza od Ani. Miała siostrę bliźniaczkę Mirę. Obie dziewczynki chodziły do jednej klasy z Elizą Filończuk.

— Były sympatyczne, lubiane w szkole. Ja też je lubiłam.
— Czasami się sprzeczały, jak to siostry — dodaje Bożena Bąk. — Do tej pory prawie nigdy się nie rozstawały, ale tego lata, wychowawczyni pani Pacholczyk postanowiła je rozdzielić, bo były niezłymi rozrabiarami i dlatego Mira była na wcześniejszym turnusie.

Helenka, oprócz siostry bliźniaczki oraz pani Bożeny, miała jeszcze jedną siostrę Jadwigę, która była najstarsza, to ona wbrew woli mamy pojechała do Dzierżoniowa na kolonię.
— Siostry nie mieszkają w Lidzbarku Warmińskim ale często tu bywają, odwiedzamy wtedy grób Helenki i Ani — kontynuuje pani Bożena.

Nie siostry, ale w jednym grobie

Dlaczego dziewczynki zostały pochowane w jednym grobie, mimo że nie są spokrewnione?

— Bo organizatorem pogrzebu był hufiec ZHP i to on o tym zdecydował ale rodziny się na to zgodziły — mówi pani Bożena. — Hufiec zadbał o wszystko. Postawił też dziewczynkom nagrobek. W tym miejscu jest już nowy, bo minęło wiele lat. W tym samym grobie pochowaliśmy też naszą mamę, bo chciała spocząć przy Helence, dlatego na tablicy jest też jej imię i nazwisko.

8 sierpnia minęła 55 rocznica śmierci obu dziewczynek. Pogrzeb był wielkim tragicznym wydarzeniem. Wzięły w nim udział tłumy ludzi, hufiec zorganizował transport. Białe trumny Ani i Helenki nieśli między innymi harcerze. O tragedii było głośno w całym kraju.

— Podobny wypadek wydarzył się rok temu w Suszku — mówi Bożena Bąk. — Kiedy o nim usłyszałam, to wszystko jakby wróciło. Zadzwoniłam do siostry i jej stanęły przed oczami tamte dni. Płakała, musiałyśmy przerywać rozmowę. Najdziwniejsze jest to, że ta tragedia z Suszka, to jakby kalka tej sprzed 55 lat. Też w sierpniu zginęły dwie harcerki przygniecione drzewem, też były takie młodziutkie jak Ania i Helenka i, co nas wstrząsnęło jeszcze bardziej, także jedna z nich miała siostrę bliźniaczkę. To tak jakby historia po ponad pięćdziesięciu latach zatoczyła koło.

Spotkanie w redakcji

Siostra Helenki — pani Bożena, brat Ani — pan Tadeusz oraz koleżanki obu dziewczynek pani Eliza i pani Janina spotkali się w redakcji Gazety Lidzbarskiej. Wymieniają informacje, wspominają. Przynieśli stare fotografie dziewczynek, jedno zdjęcie z obozu, jedno klasowe, kilka z uroczystości pogrzebowych ale też jedną fotografię namiotu po wichurze.

— Byłam w tym miejscu kilka razy — mówi Janina Zacharzewska. — Pamiętam, że na tym cyplu była tablica upamiętniająca tę tragedię, teraz jej nie ma. Jest tam niewielki obelisk ze zniszczoną tablicą. Trudno do niego teraz dotrzeć.

— Ja próbowałem, ale mi się nie udało — dodaje Tadeusz Górski. — Kiedyś tam była droga, ale teraz jej nie ma. Obszedłem wszystko dookoła i nie mogłem znaleźć tego miejsca, więc zrezygnowałem.

— Ja pana mogę zabrać — wtrąca Bożena Bąk. — Wiem gdzie to jest. Też nie mogłam znaleźć, wszystko zarosło i trudno tam się dostać, trzeba płynąć łodzią. Za pierwszym razem mi się też nie udało, ale kiedyś rozpytywałam w ośrodku nad Jeziorem Limajno i młody pan ratownik powiedział mi, że wie gdzie to jest i chętnie mnie tam zabierze. I rzeczywiście odnalazłam ten obelisk z tablicą. Jest bardzo zniszczona, prawie nieczytelna. Postawiłam tam znicz, ale elektroniczny, bo to przecież las.

Rodzina i przyjaciele chcą by w tym miejscu znalazła się nowa tablica i jest już ofiarodawca, pomoc obiecali też pełni zrozumienia leśnicy, którzy opiekują się tym terenem. Tablicę trzeba będzie przetransportować wodą.

Miejsce to odwiedzają też harcerze Hufca ZHP Orneta. W pierwszych latach po tragedii przychodzili tu też uczniowie pobliskiej szkoły, ale placówka została zlikwidowana.

— Cieszymy się że będzie nowa tablica, która upamiętni nasze siostry, ale też będzie przestrogą i jeśli przyczyni się do tego, że wszyscy będziemy ostrożniejsi, to spełni swój cel — kończą goście.
Ewa Lubińska



Ania Górska



Ania Górska i Helenka Borowik


Helenka Borowik


Ania Górska i Helenka Borowik



Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (3) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Krzysztof #2574480 | 5.172.*.* 6 wrz 2018 23:19

    Jako młody chłopak często odwiedzałem to miejsce. Pokazał mi je ojciec jeszcze w latach 70-tych. ostatnim razem byłem tam z żoną 4 lata temu. Ciężko było odnaleźć pomnik ale się udało. Dziwiłem się nawet ,że ZHP zapomniało o tym miejscu. Cieszę się, że jednak pamiętacie i życzę powodzenia.

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. mat #2574468 | 88.156.*.* 6 wrz 2018 22:59

    widać , że władze ZHP nie wyciągnęły wniosków po tej tragedii, skoro w Suszku sytuacja powtórzyła się

    ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    Zagraj w GRY.wm.pl

    • Goodgame Empire
    • Goodgame Big Farm
    • Goodgame Poker
    • Shadow Kings - The Dark Ages